Portugalczycy docierają do Przylądka Dobrej Nadziei cz. 20

Wielkie rzeki zachodniego wybrzeża już wcześnie nęciły ku sobie żeglarzy, ponieważ tą drogą można było wejść w stosunek z państwami wewnętrznej Afryki. Tak w i. 1456 pewna portugalska karawela pod dowództwem Diogo Gomeza puściła się w górę Gambii aż do Cantor, jednego z rynków odwiedzanych przez karawany Sudanu.

Wieść o przybyciu europejskiego okrętu do Cantor ściągnęła tłumy ciekawych, od których zasięgnięto ważnych wiadomości. Słyszeli tam Portugalczycy o rzekach po tamtej stronie gór, płynących ku wschodowi. Tam nad potężną rzeką Emiu (Niger) miało leżeć miasto wielkich władców środkowej Afryki Gagho. Dowiedziano się również o nieustannych wojnach, które wyczerpywały Sudan, gdyż wielkie państwo, sułtanat Mellijczyków, chyliło się właśnie do upadku, i na Górnym Nigrze ze szczątków dawnej potęgi miała się dopiero nowa wytworzyć. Tym sposobem świat europejski z atlantyckiego wybrzeża wszedł w styczność z wielkimi państwami środkowej Afryki, których stosunki sięgały do Tunisu i Kairu. Łańcuch sięgający od Nilu do oceanu był zupełnym, jakkolwiek pośrednie jego ogniwa na długo jeszcze miały pozostać niewidzialnymi i nieznanymi.