Portugalczycy docierają do Przylądka Dobrej Nadziei cz. 3

Znów upłynęło lat dwanaście wśród daremnych usiłowań opłynięcia przylądka Bojador, kiedy jeden z wysłanych żeglarzy, Gil Eannes, w niedozwolony sposób porwał z wysp Kanaryjskich kilku krajowców (1433). Ażeby za to nadużycie przejednać infanta, przysiągł, że w następnym roku opłynie przylądek, albo też nigdy nie powróci do ojczyzny. Dotrzymał słowa w r. 1434 i przywiózł z tamtej strony przylądka w naczyniach glinianych róże Santa Maria, ażeby okazać, że południowe strony Afryki nie są pozbawione wszelkiej kwiecistej ozdoby. W latach 1435 i 1436 Alfonso Gonealez Baldeya prowadził dalej odkrycia po drugiej stronie strasznego przylądka, i w drugiej wyprawie zajechał dalej na południe o 120 mil portugalskich (leguas), gdzie znalazł szeroką zatokę, wchodzącą w ląd na przestrzeni mil ośmiu. Dwaj rycerscy młodzieńcy, towarzysząc okrętowi konno brzegiem lądu, napotkali drużynę beduinów, którzy co rychlej uciekli, gdy zaś w tymże jeszcze roku dojechano do cypla Pedra de Gale, to udało się tam zabrać rybackie sieci nad brzegiem, które zawieziono do Portugalii ku zadowoleniu infanta jako znak, że odkryte kraje są zamieszkane.