Portugalczycy docierają do Przylądka Dobrej Nadziei cz. 6

Ludność brzegowa, trapiona napadami, albo cofała się w głąb lądu, albo stawiała czaty, tak że napastniczo okręty musiały szukać nowych wybrzeży, z ludnością jeszcze me spłoszoną. Zdarzały się przy tym wstrętne rzeczy; przyuczano psy do chwytania ludzi, za pomocą tortur starano się zmusić krajowców do wydania ukrywających się towarzyszy; brakło owej epoce jeszcze zupełnie moralnego wstrętu ku podobnym praktykom, i owszem u pewnego. Poczesnego pisarza znajdujemy takie naiwne wynurzenie się o pewnej wyprawie napastniczej z r. 1444: „W końcu podobało się Bogu, który nagradza dobre czyny, za rozliczne w służbie Jego doznane dolegliwości, dać im ( zwycięski, chwałę za ich trudy, i wynagrodzenie za poniesione koszta, gdyż mężczyzn, kobiet i dzieci ułowiono razem sztuk 165.” Bodaj czy przypuszczali dzielni marynarze, że u późniejszych pokoleń zdolność rozróżniania rzeczy moralnych od niemoralnych tak się udoskonali, że to co wówczas uchodziło za rzecz dozwoloną, nawet za chrześcijańskie zatrudnienie, w czym sama Opatrzność zdawała się brać udział jako współwinna, że to później wstręt i zgrozę budzić będzie. Niebezpieczeństwem uszlachetniało się to rzemiosło, gdyż za tak zaszczytną poczytywali Portugalczycy walkę z nagimi szczepami wybrzeża, że niejeden szlachcic otrzymał na wybrzeżu afrykańskim pasowanie na rycerza.

To Cię zaciekawi:

– gabloty wystawiennicze
– płyty niezapalne
– usługi dźwigowe żagań